Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 12 maja 2019

Szafa - poręczna jednodrzwiówka

Do mojej pracowni zawitała staruteńka szafa. Poręczna jednodrzwiówka. Tak wyglądała już przed odbiorem. Zdjęcie zrobione na szybko przed odjazdem i niestety tło mało ciekawe :-)



Przybyła do mnie ciemna i ponura. 


 Dół mocno zjedzony i spróchniały.



Szafę odrobaczyłam, dorobiłam nowe nogi i listwę dolną, zaszpachlowałam ubytki, wyszlifowałam całość, na drzwiach i szufladzie wykonałam wzór z gipsu. Na koniec wszystko zawoskowałam i oto jest.


 

piątek, 3 maja 2019

Zielono mi i wygodnie

Tak na szybko, bez zbędnych wstępów i opowieści przedstawiam fotel w odcieniu butelkowej zieleni.


Zanim trafił w moje ręce był takim oto smutaskiem.


Trochę czyszczenia, sklejania, woskowania no i zmiana obicia zrobiły swoje. 





 

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Spod siekierki na salony

Dziś będzie o banalnym lampionie, który mocno zmęczony miał odejść w zapomnienie. Patrząc teraz na  niego można by rzec, że przeżywa swoją drugą młodość. Ja jednak wiem, że to już emerytura, ale zasłużona i spędzana w zacnym gronie.



Tytułowy bohater był na służbie w pięknym ogrodzie, gdzie przez wiele lat cieszył oczy swoich właścicieli . Niestety wiatr, deszcz, słońce i mrozy nie były dla niego łaskawe. Zniszczyły go i doświadczyły bardzo niemile. Na jego miejsce pojawiły się młodsze i ładniejsze egzemplarze. Silna depresja powoli dawała się we znaki i tak odsunął się w cień czekając swego końca.


Trafił do mojej pracowni w ciężkim stanie z marnymi szansami na przeżycie. Dłuższą chwilkę zapatrzyłam się na niego. Patrzyłam, patrzyłam, aż w końcu mówię : chłopie, bierz się w garść, będzie dobrze - obiecuję. 


Baba każe więc się poddaje, bo cóż mu pozostaje. Tu oderwałam, tam przykleiłam, co nieco posklejałam, trochę pogłaskałam papierem ściernym i rzuciłam nań farbę podkładową. Po długiej operacji złapałam szydełko, białe nici i zszywałam zdruzgotanego pacjenta  po przeszczepach.


Już po tych zabiegach poczuł się dużo lepiej i nabrał chęci do życia. Na finiszu cudownego ozdrowienia dostał ode mnie w prezencie  miętowy pastelowy odcień. 


Gdy wrócił do swojego domu troszkę się bał, że znów trafi na podwórko i noce będzie spędzał pod gołym niebem. Jakże był szczęśliwy gdy się okazało, że emeryturkę spędzi w salonie. Do tego jeszcze w towarzystwie skrzyni, którą de facto też ja zmalowałam, podobnie jak dwa mniejsze różowe lampiony. 


Pozdrawiam

czwartek, 10 stycznia 2019

Magia przeszłości czyli kolejne prlki na moją nutę

Wielokrotnie mówiłam o tym, żeby dobrze zastanowili się nad tym, co mamy w posiadaniu i zamiast wyrzucać to po prostu przerobić. 
Dziś w ramach inspiracji pokazuję kolejne fotele, które udało się przywrócić na salony.



Zwykle wszystkie te stelaże drewniane mają grubą warstwę lakieru, którą ciężko zeszlifować. Te bordowe egzemplarze stały bardzo długo pod gołym niebem i cały lakier sam zszedł. Jak dla mnie super, bo czyszczenie poszło bardzo sprawnie.


 Sprężyny i całe wnętrzności wyrzuciłam. 


 Nie będę zanudzać przebiegiem całej metamorfozy  tylko pokażę efekty końcowe. 


Zawsze jak zostają mi jakieś skrawki materiałów to do kompletu szyję podusie. 



A jaką ma się satysfakcję z wykonanej pracy jak się słyszy komplementy w stylu ,, no ma kobita głowę" . Prawda, że to urocze ? :-) 

 I dla porównania stan  przed i po.



Kolejne fotele z tej samej epoki tylko w bardziej ożywionych barwach. 



Robiłam je dla siebie, chociaż nie bardzo miały gdzie stanąć. Obszywane z jakiś resztek, które mi pozostawały. Starczyło materiału na poduszki ale brakło niestety na jedne plecy. Ale czy to ma znaczenie? Przecież można zrobić inne, a co tam, kto mi zabroni? 


Nogi były trochę czarne na końcach, bo stały w wilgoci. Na to też znalazło się rozwiązanie. Domalowałam skarpetki.


Tu przed i po metamorfozie


Fotele tak spodobały się jednej klientce, że postanowiła kupić je ode mnie. Pozdrawiam Panią Agnieszkę i dziękuję, że nie muszę się martwić gdzie mam je postawić. 

Miałam już zakończyć post, ale jeszcze dorzucę jeden fotelik. Ten sam przedział czasowy, więc jak najbardziej pasuje. 







I jak myślicie? Ma kobita głowę, czy to raczej z serii upadła na głowę?  


piątek, 4 stycznia 2019

Mój ci on, czyli historia pewnego fotela

Witajcie po mojej dosyć długiej nieobecności. Nie myślcie sobie, że się rozleniwiłam i nic nie robię. Sprawa wygląda zupełnie inaczej. Moja doba za nic nie chce się rozciągnąć i jakoś brakuje czasu na pisanie i fotorelacje z kolejnych metamorfoz. 
Tak czy inaczej w Nowym Roku mobilizuję się i przedstawiam mój własny fotel.


 Jest to prezent jaki dostałam od wujka Staśka. Zadzwonił do mnie i taki trochę zmieszany mówi: ,,Wiesz co przywiozłem taki fajny fotel rzeźbiony, tylko jest w bardzo złym stanie. Jakbyś chciała to mogę Ci go dać, bo ciocia tu na mnie krzyczy, że to tylko do spalenia się nadaje. " Nie wiem co we mnie wtedy wstąpiło, ale nie minęło 10 minut i już byłam u nich. Myślę, że zapalnikiem do mojej natychmiastowej reakcji były dwa wyrazy: rzeźbiony i spalenie. Wpadam na podwórko i moim oczom ukazuje się przepiękny w swojej formie fotel, taki śliczny jak na zdjęciu poniżej. 


Prawda, że można się zakochać? No po prostu marzenie.  Gdy ja skakałam z radości wujek mi opowiadał jak to go wyciągał z piwnic, gdzie przerzucał się po kotłowniach, węzłach ciepłowniczych i innych ciekawych miejscach. Służył jako podest podczas prac remontowych i długo można by wyliczać co z nim robili panowie budowlańcy. 


Nagle obok nas pojawiła się ciocia. Krzyczała na wujka  jak to  mu nie wstyd, że takie barachło mi wciska. 


Szybciutko się pożegnaliśmy i czym prędzej zapakowałam fotel do bagażnika, żeby czasem wujek się nie rozmyślił. Trzeba przyznać, że nie wiele osób podzielało mój entuzjazm na widok tego cuda, czego oczywiście nie jestem w stanie pojąć :-) Ja jednak, z niezwykłym zapałem pracę nad nim zaczęłam jeszcze tego samego dnia.





Po głębszych oględzinach mebelka okazało się, że czeka mnie masa pracy. Brakowało sporo elementów rzeźbionych. Marzyło mi się, że przywrócę świetność fotela w jego niezmienionej barwie. Chciałam nadać mu politurowy blask. Niestety nie mogłam nigdzie dorobić brakujących elementów i tym sposobem fotel na rok poszedł w odstawkę. Cierpliwie czekał na swoją kolej.
Jakoś tak przed świętami mnie naszło, że jak nie zrobię czegoś dla siebie to oszaleję. Ciągle zlecenie goniło zlecenie, i nie było czasu na moje meble. W końcu nadszedł ten moment i w losowaniu padło właśnie na prezentowany fotel. 
Rzeźbienia postanowiłam dorobić z masy plastycznej, którą stosowałam już w wielu projektach. 





Ten zabieg  wykluczył jednak możliwość politurowania czy bejcowania. W grę wchodziła tylko farba. Postanowiłam fotel pomalować farbami kredowymi i nadać głębi rzeźbieniom za pomocą czarnego wosku.



Zobaczcie jaka piękna jest ta linia rzeźbień. No ja jestem pod wrażeniem, że ktoś wykonał dawno temu coś tak wspaniałego. 



Materiał jaki wykorzystałam na obicie nie jest moim kolorystycznym ideałem i dlatego gdy znajdę ten wymarzony to pewnie ten zmienię. Najważniejsze, że już cieszy moje oko, i trzeba przyznać nie tylko oko, bo jest bardzo wygodny, więc domyślcie się o jakie części ciała może chodzić :-)
I na koniec tej  ciut przydługiej opowieści zestawienie przed i po.