Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meble gięte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meble gięte. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 maja 2017

Fotel bujany

Dziś pokażę Wam nad czym pracowałam przez ostatnie dni. 


  Można powiedzieć, że prosto ze śmietnika przyjechał do mnie fotel bujany. Był bardzo zniszczony, ale za to forma niezwykle ciekawa. To fotel typu thonetowskiego. Proces jego powstawania jest niezwykle pracochłonny. Charakterystyczne drewno bukowe najpierw jest  gotowane lub poddawane parze wodnej w celu rozmiękczenia. Gdy  zrobi się plastyczne, umieszcza się je w metalowych półokrągłych formach, a następnie suszy. W procesie tym, sprawdziło się najlepiej drewno bukowe, ponieważ przenosi napięcia związane z suszeniem i nie pęka. Do tego uformowany kształt pozostaje trwały. Szkoda, że fotel który do mnie trafił, był tak mocno zaniedbany.



Bardzo zmoczony i ogólnie w opłakanym stanie.  Największy problem był  z siedziskiem, którego praktycznie nie było. Widać, że ktoś chciał ratować fotel, tylko zamiast ratanu czy rafii użył pasów tapicerskich. Niestety, te też nie wytrzymały próby czasu.



Problematyczne były również liczne, bardzo widoczne pęknięcia na giętych elementach. 


Stan ogólny normalnie nie zachęcałby do działania, ale że ja jestem z tych co lubi trudne przypadki, wzięłam się do pracy natychmiastowo. Te gięte elementy zauroczyły mnie już na starcie, dlatego praca nad tym fotelem była bardzo przyjemna. W pierwszej kolejności musiałam odkręcić oparcie i siedzisko i elementy mocno popękane. Klejenie, szpachlowanie i czyszczenie to następne etapy renowacji. 


Malowanie to już sama przyjemność. Na koniec skręcanie fotela i tapicerowanie . Częściowo takerem, a częściowo ręcznie. Oczywiście niezastąpione w tym przypadku były igły tapicerskie, które kiedyś już pokazywałam.


A to już skończone,  pastelowe dzieło w całej okazałości.





niedziela, 23 kwietnia 2017

Fotel pradziadka

Wiem, że dużo osób widziało już mój fotelik. Dziś chcę  przybliżyć jego historię.


Pochodzi z pewnego pałacu, ale nie powiem Wam dokładnie z jakiego, bo jeszcze ktoś upomni się o swoją własność . Jakimś cudem trafił do mojego pradziadku i przez wiele lat mu służył. Nie obchodzono się jednak z nim ze specjalnym pietyzmem. Po prostu, krzesło jak krzesło. W końcu był już w takim stanie, że postanowiono zrobić z niego opał. Zdążyłam w ostatniej chwili. Wyciągnęłam go z komórki na węgiel. Popękany, bez siedziska, zmalowany brązową emaliom i w opłakanym stanie. 



Najbardziej obawiałam się o popękane elementy. Nie wiedziałam czy dam radę je posklejać, tym bardziej, że drewno w ogóle nie chciało się poddać. 




Za pomocą zacisków stolarskich i kleju Rakoll, jakoś to posklejałam. Później przyszedł czas na szpachlowanie, a następnie czyszczenie. 


W oryginale nie ma tapicerki na oparciu, tylko wyprofilowane drewno. Ja postanowiłam jednak dołożyć trochę od siebie. Wyposażyłam go w gąbkę, i tym sposobem zrobił się wygodniejszy. Klasy dodały gwoździe ozdobne, które zasłoniły zszywki od takera.


Jak widać klejenie i szpachlowanie nie wyszło tak źle. Nie jest idealnie, ale nie rzuca się to w oczy.

  
Ponieważ lubię podkreślać drobne elementy, wszystkie śruby pomalowałam złotą farbą.


Fotel pięknie zgrał się stylistycznie ze stolikiem. Miałam go dużo wcześniej, ale nie eksponowałam nigdzie. Teraz cały komplet wita wszystkich gości, wchodzących do mojego domu.



Mogę się jeszcze pochwalić, że mój fotelik wygrał w konkursie organizowanym przez Paulę Pinkę, która ma swoją pracownie renowacyjną w Łodzi. Założyła grupę na Facebooku pod nazwą ,,babski refreszing". Tam pochwaliłam się swoją pracą, i udało się :-)