Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowe obicie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowe obicie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 czerwca 2018

Pan Ludwik i Pani Róża

Jakiś czas temu kupiłam krzesło w stylu Ludwika. Urzekło mnie już na wstępie, jednak musiało przejść reanimację.



 Oparcie rozlatywało się, a tapicerka choć piękna, to była mocno poplamiona i wyblaknięta. 




Po zdjęciu tapicerki z oparcia, górna część zupełnie odpadła. 


Do stylizacji postanowiłam wykorzystać kredówki i woski. 


 Farba była w kolorze antycznej bieli. Później zabezpieczyłam ją czarnym woskiem. Na zdjęciach można zobaczyć, jak wosk zmienia odcień farby i podkreśla rzeźbienia. Aby nadać blasku położyłam jeszcze wosk złoty i bezbarwny.



Na nową tapicerkę wybrałam płótno drukowane. 



 Ten wzór wydał mi się bardzo oryginalny i przykuwający uwagę. 


Klasy dodała jeszcze taśma ozdobna. 


Efekt końcowy bardzo mi się spodobał.


I muszę przyznać, że nie tylko mnie. Krzesełko cieszyło się dużym zainteresowaniem i szybko znalazło nowego właściciela. To dowód na to, że jednak zaczynamy stawiać na nietuzinkowe egzemplarze.
 



środa, 25 kwietnia 2018

Peerelek do zestawu krzesełek

Meble, które pokażę Wam dzisiaj, robiłam jeszcze przed Wielkanocą. Nie miałam jednak czasu na pisanie postów, więc teraz nadrabiam zaległości.  


Komplet ośmiu krzeseł, stół, stolik i fotel. Cały zestaw trafił w moje ręce, aby nadać całości jednakowego koloru. Warto było odnawiać, bo meble rzeczywiście solidnie wykonane. Przed metamorfozą wyglądały jak na poniższych zdjęciach.



Po szlifowaniu, malowaniu i tapicerowaniu zyskały nowego blasku.




Do tego kompletu miałam odnowić fotel, który swoje już przeszedł i w sumie to był spisany na straty. 



Cudeńko swego czasu nawet wyleciało z piętra przez okno. Ale, widać twarda z niego sztuka i nie dał się tak łatwo zniszczyć. Namówiłam właścicielkę na gruntowną metamorfozę fotela.



A że ja lubię beznadziejne przypadki, od razu postanowiłam się za niego zabrać. W efekcie otrzymaliśmy całkiem przyzwoity mebelek do pokoju nastolatki.




Żeby podkreślić śruby, jak to bywało w większości mebli z prlu, pomalowałam je na złoty kolor. 



Całości dopełniły poduszki jakie uszyłam.



Niestety nie zrobiłam zdjęć stołu, który był do kompletu, bo odjechał z mojej pracowni w częściach. Porozkręcaliśmy go, aby nie uszkodził się w transporcie. Trochę mi się zeszło z całą metamorfozą, bo jeszcze choroba mnie zmogła. Na szczęście wszystkie meble są już u właścicieli. Prezentują się podobno bardzo okazale. Właściciele zadowoleni, a to najważniejsze. 





niedziela, 18 lutego 2018

Krzesełkowo

Po raz kolejny chcę Was zainspirować i powstrzymać przed wyrzucaniem dobrych krzeseł. Uwierzcie, że naprawdę można nadać im zupełnie nowego wyglądu. Jeśli tapicerka jest zniszczona, to żaden problem, możemy wymienić na inną. Jak kolor nie pasuję, to można przemalować. Jak troszkę się chwieją, to trzeba skleić. Myślę, że zawsze znajdzie się jakaś rada, by mebel wyglądał wspaniale.  
Dla przykładu, pokaże Wam kilka krzesełek, jakie miałam przyjemność stylizować.



To akurat było przygotowane do stolika czarno-białego, który był spisany na straty ze względu na uszkodzone szybki na froncie. 




Dałam mu drugie życie i teraz cieszy oko w pokoju u pewnej nastolatki :-)





  Krzesła prezentowane poniżej znane są chyba nam wszystkim. Popularny model zwany skoczkiem. Swą nazwę zawdzięcza linii oparcia, przypominającą skocznię narciarską. Zostało zaprojektowane w 1965 roku jako GMF-57, a projektantem był Juliusz Kędziorek z Gościcińskiej Fabryki Mebli. Na skalę masową, było produkowane jednak w Zamojskiej Fabryce Mebli jako typ 200-203.



A tak wyglądają po moim liftingu.
Czasem mały element dekoracyjny sprawia, że wygląd mebla zmienia się diametralnie. W tym przypadku postanowiłam dołożyć guziki na jednym oparciu. Zabieg ten nieco rozweselił mebelek.



Kolejne jakie pokażę były już na wyrzucenie. Czarna farba jaką były pomalowane poodpryskiwała, a siedziska pozarywały się. Mimo zniechęcającego wyglądu postanowiłam tchnąć w nie życie.  Może dlatego na takie smutaski zastosowałam taką paletę barw. 



Ostatni pojedynczy egzemplarz jaki przerabiałam, przed stylizacją był polakierowany i miał pomarańczowe obicie. Pomalowałam go na biało. Na siedzisku florystyczne elementy i odcienie zieleni.





Czasem nie potrzeba wiele, aby mebel wyglądał naprawdę fajnie i niepowtarzalnie. Jak na przykład ten fotelik, który odnawiałam do salonu fryzjerskiego.


Inne krzesła jakie reanimowałam możecie zobaczyć tutaj i jeszcze tu , i i tutaj również, choć największym zainteresowaniem cieszą się te tutaj.

I cóż... zachęcam do odnawiania, bo naprawdę warto.

niedziela, 7 stycznia 2018

Wielki sprężynowiec czyli moje największe wyzwanie

Pewnego dnia na moje podwórko podjechał samochód z upchanym fotelem w bagażniku. Właściciel przywiózł go do renowacji. Niby nic takiego, fotel jak fotel. Nasza znajomość niestety nie zaczęła się pomyślnie. Fotel zablokował się w bagażniku i nie mogliśmy go w żaden sposób wyciągnąć. W końcu utknął tak, że nie dało rady go wepchnąć z powrotem, ani wyciągnąć całkowicie. Uratował nas chyba optymizm i rozbrajający śmiech właściciela. Po długiej walce w końcu się udało i takie oto cudo stanęło na podjeździe. 


Normalnie obraz nędzy i rozpaczy.




 Chyba najgorszy przypadek, jaki do tej pory trafił w moje ręce. 


Pierwszą warstwę postanowiłam ściągnąć już na zewnątrz. Zanim wniosłam ten skarb do mojej pracowni. 


 I w takim stanie miał stać i czekać na swoją kolej. Moje plany niestety po pierwszym dniu legły w gruzach. W mojej pracowni zaczął unosić się okropny zapach stęchlizny i czego tam jeszcze. Nie mogłam tego znieść i postanowiłam wywalić całe wnętrzności. 


Cały fotel był na sprężynach.  18 sztuk na oparciu i 16 na siedzisku.



Żeby tego było mało, sprężyny były nawet na podłokietnikach.


I tak wyrywałam, rozbrajałam i czyściłam. Wtedy też założyłam, że nie odnowię tego fotela tradycyjną metodą. O... w życiu nie będę się z nim mordować - pomyślałam. Gąbka, obiciówka i po robocie. No nie miałam do niego serca.


  Po wymontowaniu obrzydliwych bebechów, otrzymałam czysty drewniany stelaż. No może nie taki czysty, ale przynajmniej nie śmierdzący :-)


I właśnie w takim stanie stał i stał i stał i wreszcie się  doczekał. Pracę zaczęłam od wyciągania gwoździ. Później szlifowałam  drewniane  elementy. W trakcie tych prac, zauważyłam napisy na drewnianej konstrukcji. 


 Moje serducho zmiękło chyba na widok daty 1930r. Stwierdziałam, że napchanie w niego gąbki będzie profanacją. Zakupiłam pasy, sprężyny lejowe, trawę morską i przystąpiłam do prac. Miałam wiele obaw czy dam radę. Tak się składa, że fotel należy do mojego przyjaciela i widziałam, że jak spitolę sprawę to głowy mi nie urwie. Zawsze istniała opcja napalenia wielkiego ogniska z fotelem w roli głównej i opicia mojej porażki :-)

Najpierw posklejałam i wzmocniłam stelaż. 


Później naciągałam pasy tapicerskie na siedzisko. Tradycyjnie używano gwoździ. Ja  wykorzystałam cuda techniki, czyli taker pneumatyczny. Bardzo pomocny był również naciągacz pasów z kolcami.


Następnie etap, którego bałam się najbardziej - wiązanie sprężyn. Przyszyłam je do pasów. Z tym akurat nie było większego problemu.



Następnie wiązanie. Już dziś wiem, że nie tak prosto jest to zrobić. Trzeba uważać, żeby sprężyny się nie dotykały, sznurki żeby były naprężone i ogólnie wiele rzeczy po drodze trzeba mieć na uwadze, aby zrobić to dobrze. 



Pewnie specjaliści powiedzą, że to nie tak, że masę błędów popełniłam i takie tam. Nawet jestem w stanie to zrozumieć. Jestem jednak z siebie tak dumna, że raczej nie przyćmi to mojej euforii.


Kolejny etap to przykrycie sprężyn płótnem. Tradycyjnie powinnam użyć juty. Ja wykorzystałam białą bawełnę.



Przyszła kolej na oparcie. Etapy prac tak jak w przypadku siedziska. 

 Przeplatanka gotowa.


Czas na sprężyny z oparcia. Wzorując się na starym, robiłam nowe.







Jeszcze boczki.


Na oparcie zamiast trawy dałam gąbkę, przyznaję się bez bicia. No i mamy taką formę.



Na koniec obiciówka, gwoździe ozdobne i wreszcie finisz. 



Jak na amatora to myślę, że wyszło całkiem nieźle.


 Co sądzicie?


 Na koniec tak dla podsumowania, wersja przed i po.





 Pozdrawiam wszystkich odwiedzających i do następnego.